STRACHOMIN I JEGO HISTORIA

Wiktor Mrozek

Autorem opracowania dotyczącego historii wsi jest Wiktor Mrozek, syn Józefy i Piotra, urodzony 1903r. w Strachominie. Był nauczycielem oraz aktywistą AK, pseudonim „Wit”, mocno związany z miejscowością Mrozy. Za działalność obronną aresztowany w 1944 r. w Cegłowie i zesłany w głąb Rosji. Karę odbywał w Riazaniu i Bogorodskoje. Szczęśliwie wrócił do Polski w1947r. i zamieszkał wraz z rodziną w Mińsku Mazowieckim. Wiktor jest autorem wielu publikacji oraz wspomnień z czasów wojny.

Za swoją działalność konspiracyjną, zawodową i społeczną został wyróżniony wieloma odznaczeniami:

– w 1958 r. Złotym Krzyżem Zasługi,

– w 1964 r. Złotą odznaką ZNP,

– w 1965 r. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski,

– w 1975 r. Krzyżem Armii Krajowej przyznawanym przez władze emigracyjne w Londynie, oraz Krzyżem Partyzanckim.

Zmarł w 1988r. Spoczywa na cmentarzu w Mińsku Mazowieckim.

(Foto ze zbiorów syna Ryszarda Mariana Mrozka)

Oddaję w Państwa ręce skan oryginalnego maszynopisu autorstwa Wiktora Mrozka z 1977r.

Chylę czoła autorowi i zachęcam gorąco do lektury.

W 2004 ROKU UKAZAŁA SIĘ KSIĄŻKA BIOGRAFICZNA O WIKTORZE MROZKU

Okładka

Autorem opracowania jest syn ŚP. Wiktora – Ryszard Marian Mrozek ur. 31.10.1930 w Jakubowie.

W dedykacji czytamy:

„Pamięci mojego Ojca Wiktora Mrozka – nauczyciela, żołnierza Armii Krajowej, służącego wiernie Ojczyźnie.”

Ta licząca ponad 160 stron pozycja (wydana w kilku tylko egzemplarzach) opisuje dzieciństwo i lata młodzieńcze w Strachominie, okres pracy zawodowej na placówkach szkolnych, podziemną walkę z okupantem, wspomnienia z pobytu w obozie internowanych AK-owców w ZSRR oraz powrót do Polski i życie po wojnie.

Przyznam, w życiu swoim przeczytałam wiele życiorysów, ale ta pozycja nie ukrywam wzbudziła moje ogromne emocje. Też wychowałam się w Strachominie, i co prawda nie miałam obowiązku pasienia gęsi ale wyprowadzenie stada krów ze Strachomskich kolonii na łąkę pod Latowiczem nie było dla mnie, kilkuletniej wtedy dziewczynki, ani mocno porywające ani przesadnie zabawne (z wyjątkiem, kiedy bydło poszło w szkodę a sąsiad w pogoni za szkudną rogacizną nieopacznie wpadł do rowu).

To było jak stąpanie po śladach, które „zostawił” nasz brat.